Moje małe rady na...
Problemy zwykłych ludzi

Brzydkie Nawyki



Przyzwyczajenia są druga naturą człowieka, głosi rzymskie przysłowie. I trudno z tym polemizować, wystarczy spojrzeć na własne życie, otoczenie, na codzienne czynności, którymi obrastamy, jak pierzem: poranna kawa, papieros, przegląd prasy na muszli. Z biegiem lat coraz więcej takich nawyków nabieramy. Z jednej strony to jest dobre, gdyż oswajamy swoja przestrzeń, zagnieżdżamy się w swoim otoczeniu, udomawiamy je. Ale pojawia się też niebezpieczeństwo, zabiegani, wiecznie spóźnieni, kawa na czczo, poparta kilkoma papierosami, jeśli jemy, to tylko w biegu. A to odbija się na naszym zdrowiu. Do pracy samochodem, bo rower już dawno kurzem porasta w piwnicy, a spacery to się w niedziele robi.

Nocne maratony przed komputerem, nadwerężanie oczu, nieregularny sen, niezdrowy tryb życia. I zaczynamy to lubić właściwie, wchodzi nam to wszystko w nawyk, krąży gdzieś pod skórą, codziennie popełniamy te same czynności, które wpływają negatywnie na nasze zdrowie, i podoba nam się to.

I można zrzucać winę na cywilizacyjne przyspieszenie, na kurczącą się niemiłosiernie dobę, po części jest to prawda, ale na ogół tylko usprawiedliwiamy samych siebie z własnego wygodnictwa i niedbalstwa. Bo po tygodniu wytężonej pracy czy nauki (nierzadko i jednego i drugiego), nadchodzi weekend. I jak zazwyczaj go spędzamy? Może więcej czasu przeznaczymy na sen, ale przecież miasto, miasto kusi imprezami, klubami, koncertami, feerią barw, roześmianych ludzi i morzem alkoholu. A przecież po tak nużącym tygodniu, zasłużyliśmy na odrobinę szaleństwa, na szansę, by się oderwać od rzeczywistości, i po prostu oddać się beztrosce podczas nocnych eskapad po mieście. Jedno piwko, drugie, trzecie, jakiś drink w międzyczasie, papierosy, jointy, mocniejsze narkotyki, używamy swojego organizmu jako statku kosmicznego, do naszych międzygwiezdnych poszukiwań rozkoszy i przyjemności, nie widząc, albo udając, że nie widzimy, że istnieje pewna granica, zmęczenie materiału, moment, w którym nasze ciało mówi „dość”. Kolejny klub, kurs po dodatkowy alkohol, bo się już w domu skończył, a noc przecież jeszcze młoda, trzeba korzystać, świętować, bawić się. Zjeść coś niezdrowego, tłustego, na szybko, by nie tracić czasu na zbędne czynności, bo liczy się tylko zabawa.

Zbigniew Brzeziński kiedyś określił czasy sobie współczesne (przytaczam jego słowa, gdyż nie straciły na aktualności), iż są to czasy permisywnej kornukopii. Nawiązując do rogu obfitości wskazał wyraźnie, że nasz róg wypełniony jest po brzegi przyzwoleniem na coraz więcej poczynań, także tych wątpliwych moralnie, na nałogi, używki itp., skrajnym wręcz hedonizmem, rozbuchanym konsumpcjonizmem. Przyznacie, że niewiele się zmieniło od czasu sformułowania tej konstatacji (jeśli w ogóle cokolwiek).

I za tym przyzwoleniem, z jednoczesnym rozluźnieniem więzi społecznych (studiowanie daleko od domu, szybsza niezależność finansowa od rodziców) wpływają na to, że pozwalamy sobie na więcej, i coraz częściej. Po piątkowych szaleństwach nadchodzi sobota, a właściwie budzi nas dopiero sobotnie popołudnie. Znowu szybko coś zjeść, wyjść lub zostając, zrobiwszy uprzednio zapasy, przesiedzieć kolejną noc nad piwem, drinkiem, skrętem.

Ale przecież się kręci. Kac nie trwa wiecznie, dzień obolałości, niedogodności, ogólna „głątwa” (cytując Witkacego), i wszystko wraca do normy. Ale czy aby na pewno? Bo znowu kawa rano, bez śniadania i lecimy dalej, w głąb tygodnia, nie myśląc tak naprawdę, lecimy na naszych przyzwyczajeniach, papierosach na czczo, nie widząc, że to niezbyt korzystnie wpływa na nasze zdrowie, zwalamy winę na przemęczenie, tak, wory pod oczami to z przemęczenia. I tu wychodzi właśnie to, o czym od początku chciałam napisać, że każdy dzień, będąc tak podobnym do poprzedniego i (już to wiemy) następnego dnia, skłania nas do ustępstw i usprawiedliwień. Bo od jutra, od poniedziałku, od pierwszego stycznia zmienię się, przestanę, zwolnię, zaniecham, odpuszczę, rzucę. Wieloma słowami nazywamy swoje dobre intencje i pobożne życzenia, jest ich tak dużo, że możemy je stosować zamiennie nie widząc dreptania w miejscu. I znowu kawa na czczo etc.etc.  

I zaraz znowu weekend, i wiosna, lato, jesień, zima. Kolejny rok, i niby się nic nie zmienia… Ale bardziej grzęźniemy w swoich złych nawykach. Nie chcę zmieniać świata (nie umiem tak czy inaczej), ale chciałabym móc zmienić przyzwyczajenia, które czynia nasze życie zwykłym. Złym.


Darmowe strony internetowe dla każdego